To był jeden z tych dni, które na chwilę zatrzymują czas…

Sala wypełniona ciepłem, zapachem świąt i dziecięcymi głosami, które choć nie zawsze trafiają w nuty, to z pewnością trafiają prosto w serce.
Przy roziskrzonej choince i dźwiękach kolęd wspólne życzenia, uśmiechy i te małe, niepozorne momenty – spojrzenie, uścisk, ciche „wesołych świąt” – które znaczą najwięcej.

Dla dzieci to magia świąt, dla dorosłych wzruszenie i przypomnienie, dlaczego to, co robimy jest tak ważne. W tych prostych chwilach rodzi się poczucie bezpieczeństwa, bliskości i wspólnoty.

W tym dniu nie mogło zabraknąć i tego jednego wyjątkowego gościa w czerwonym płaszczu. Mikołaj, bo o nim tu mowa, przyniósł nam nie tylko kosze pełne świątecznych dobroci, ale przypomniał też, że największym prezentem dla innych jesteśmy my sami i nasza obecność…