Miał być Piknik Rodzinny.
Były plany.
Były przygotowania.
Były ciasta, pierogi, smalec, chleb i cała masa ludzi z wielkim sercem.
Były kocyki, leżaczki, hamaczki.
Była też pogoda.
I to właśnie ona postanowiła napisać własny scenariusz.
Bo była, ale nie taka, jaką zaplanowaliśmy.
Po raz pierwszy od wielu lat nasz Festyn Rodzinny nie odbył się tak, jak planowaliśmy.
Ale wiecie co?
Czasem życie przypomina, że nie wszystko musi wydarzyć się zgodnie z planem, żeby było dobrze.
Życie uczy nas, że najważniejsze to dopasować się do tego, co ono nam przynosi.
Następnego dnia spotkaliśmy się z naszymi przedszkolakami i uczniami. I był Piknik Rodzinny, ale w gronie okrojonym do tych, którzy dnia poprzedniego popłakiwali po kątach, że festyn odwołany. I utyskiwali na nas, na naszą decyzję i pogodę. 
I było… po naszemu.
Były bańki.
Były warkoczyki.
Były tatuaże.
Była lemoniada, ciasta i pierogi.
Były uśmiechy.
Były rozmowy.
Było bieganie od atrakcji do atrakcji.
Były rozgrywki sportowe.
Była ścianka w stylu sielsko-wiejskim.
Była kura/kurczak w wersji XXL.
A nawet pogoda, która dzień wcześniej skutecznie pokrzyżowała nam szyki, tym razem postanowiła współpracować.
Było trochę jak w wiejskiej zagrodzie.
Sielsko.
Radośnie.
Bez pośpiechu.
I chyba właśnie dlatego tak dobrze.
Bo choć zabrakło wspólnego świętowania z Rodzicami, nie zabrakło tego, co najważniejsze.
Bycia razem.
Po raz kolejny przekonaliśmy się, że naszą największą siłą nie są dekoracje, atrakcje czy harmonogramy.
Są nią ludzie.
Ci mali.
I ci trochę więksi.
Ci, którzy organizują.
I ci, którzy korzystają.
Ci, którzy pomagają, zanim ktoś zdąży poprosić.
Dziękujemy wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do tego dnia.
Za pracę.
Za serce.
Za obecność.
I za to, że nawet kiedy pogoda mówi „nie”, my nadal potrafimy zrobić coś pięknego.
Po prostu.
Po naszemu. ![]()
Fotorelacja: TUTAJ
