Dziś chcieliśmy wrzucić post z pięknymi zdjęciami z naszego corocznego Pikniku Rodzinnego.
Niektórzy uczniowie mówią, że to najlepszy dzień w roku… Pogoda pokrzyżowała nam plany – choć teraz słońce wychynęło zza chmur – wcześniej lało tak, że marzenia o festynie w stylu „Wiejska zagroda” odpłynęły razem z kałużami.
To jednak dobra okazja, żeby podzielić się z Wami pewnym dniem, który przeżyliśmy w nieco podobnym klimacie. 🤠 Dniem, w którym na głowach znalazły się kowbojskie kapelusze, na klapach odznaki szeryfa, a ściany oklejone zostały listami gończymi.
Dniem, w którym zapanował u nas Dziki Zachód – od przedszkola aż po klasę ósmą. Ale nie chodziło o samą zabawę. Był to swego rodzaju eksperyment metodyczny. Bo to nie była “sztuka dla sztuki”.
Roboty było tyle samo, co zwykle, aaa może nawet więcej. Pracowaliśmy zgodnie z planem lekcji, nad tymi samymi treściami, nad jakimi pracowalibyśmy w każdy inny dzień, ale zanurzyliśmy je w klimacie Dzikiego Zachodu. I ponownie okazało się, że jest coś, czego nie widać w żadnym planie lekcji: ucząc się o ułamkach, można opowiadać historię i historie. Pisząc ogłoszenie, można rozmawiać o trudnych tematach. A przedszkolak, który miał tylko pobawić się w szeryfa – dowiedział się więcej, niż z “suchego słuchania”. Tak właśnie chcemy pracować. Zależy nam na wiedzy, która wpada tylnym wejściem, kiedy człowiek jest zbyt zajęty przygodą, żeby bać się, że czegoś nie umie. Bo wierzymy, że poważna nauka nie oznacza braku zabawy. A kto nie lubi bawić się w kowbojów? 🌵

Fotorelacja: TUTAJ